czwartek, 11 października 2012

Jak to Kasia (T.) narobiła bigosu...

Każdy w swoim życiu miał moment, kiedy sława go przytłoczyła. Może to było w przdszkolu, kiedy to zamiast z toalety skorzystało się z kryjówki za zasłoną; albo w szkole średniej kiedy od palonej potajemnie fajki podpaliła się sterta za stodołą babci... Chłopcy z Make Life Harder cały czas walczą z brzemieniem sławy, rówież Braciom Figo Fagot pewnie spowszechniał już blask fleszy i nieustający pisk fanek. Cóż, obie grupy panów ewidentnie od początku mają parcie do sławy, i założę się że od wczesnego dzieciństwa różne wydarzenia z nimi w roli głównej przyzwyczaiły ich do tego, że ludzkość zwraca na nich uwagę. Gorzej, kiedy sława dopada z nienacka...

Wyobraźmy sobie na przykład taką sytuację: jesteśmy niezbyt bystre, nieszczególnie piękne, niewysokie, i mało uzdolnione. Jednak, jak każda ludzka istota mamy w sobie narcyza, chcemy by nas doceniono, zauważono (psycholodzy świetnie to wiedzą...). Zakładamy sobie więc na ten przykład bloga, ale nie takiego zwykłego co by popisać głupoty, podzielić się wiedzą, albo dać upust swojej pasji. Zakładamy bloga O SAMYM SOBIE. Jak mamy trochę szczęścia, ekipę pomagającą ogarnąć grafikę, profesjonalny sprzęt fotograficzny, fotografa, garderobianą i stylistkę - blog może zyskać popularność, a my możemy stać się sławni. Trochę pomaga w tym bycie córką (lub synem) kogoś znanego, na przykład premiera. Ale tylko trochę, bo tak naprawdę najważniejsze jest nastawienie. Zakąpleksione, brzydkie kaczątko musi bowiem przeistoczyć się w łabędzia, który wdzięcząc się do obiektywu na głównej ulicy Gdyni, pokaże światu jaki jest niezwykły. To nic, że wokół szare socjalistyczne budynki i ludzie poubierani w lumpeksach. Odpowiednie kadrowanie i będzie widać tylko szpilki od Prady na granitowych stopniach. I tak to, co w rzeczywistości jest cokołem pomnika upamiejętniojącego zjazd pszczelarzy, zamieni się w Schody Hiszpańskie.


Źródło: http://namonciaku.pl/3miasto/51,113047,12642722.html?i=1

Sława jest całkiem miła, dopóki dotyczy darmowych samochodów, kąpania się w szampanie i lotów rządowym odrzutowcem do Mediolanu na zakupy. Gorzej zaczyna się robić jak cię przyłapią w naturalnym środowisku i się wyda że to nie tylko zamek ze złota. I wtedy widać, że lans przy pomniku pszczelarzy jest trochę śmieszny. I że jedwabna sukienka nie pasuje jakoś na spacery po mieście w poniedziałek, tuż obok sklepu z akumulatorami. Wtedy może dopaść frustracja, a dopadnie już na pewno kiedy z nienacka zza latarni wyskoczy paparazzi i sfotografuje nas w tej groteskowej sytuacji. I odzywa się w nas brzydkie kaczątko, które piszczy słabym głosem do złego paparazzi: "Nie jestem osobą publiczną! To nie ja! To ona - ta z bloga!" Oj... narobiło się bigosu...



Staropolski bigos:
2 cebule
1,5 kg kiszonej kapusty
1 kg słodkiej kapusty
Ok. 1 kg żeberek wieprzowych
Ok. 1 kg golonki
10 suszonych śliwek
10 suszonych borowików
butelka wytrawnego czerwonego wina (np. węgierskiego)
kilka ziaren jałowca, ziela angielskiego, kilka liści laurowych, ziarna kminku i kolędry



Bigos staropolski to nie potrawa z odpadów, a niestety do takiej wersji przyzwyczaiła nas PRLowska "tradycja". Jak mięso jest najlepszej jakości, a kapusta ukiszona naturalnie, a nie zaprawiona cytryną i solą, bigos to wykwintna potrawa godna szlacheckiego podniebienia.

 
 


 

Cebulę pokrojoną w kostkę przysmażamy w garnku na maśle. Gdy zmięknie, oprószamy ją mąką. Chwilkę smażymy, dodajemy posiekanej słodkiej kapusty. Zalewamy kapustę wrzątkiem (tak żeby tylko przykrył zawartość garnka). Dusimy pod przykrywką około 15-20 minut. Kiszoną kapustę płuczemy delikatnie (zależy jak jest kwaśna), siekamy na krótsze "nitki" i dorzucamy do garnka. Mięso myjemy, wrzucamy do garnka (żeberka w całości, golonka razem ze skórą i kośćmi). Dodajemy przyprawy i dusimy często mieszając. Dusimy dłuuugo. Mięso powinno samo się rozpadać. Wyciągamy skórę i kości z golonki i żeberek, reszta to pyszne delikatne mięsko :) No i może troszkę wytopionego tłuszczyku, ale co tam :) Dodajemy do bigosu pokrojone na drobniejsze częsci śliwki, namoczone wcześniej i pokrojone borowiki (wlewamy również wodę pozostałą po moczeniu), podlewamy winem. Butelka to może przesada, ale pół - to doskonała ilość. Drógie pół możemy wypić podczas pilnowania bigosu. Bo im dłużej się dusi, tym lepiej. 5 godzin jest optymalne. Ale tak naprawdę najlepszy bigos jest po kilkukrotnym odgrzaniu i przemrożeniu :) Cierpliwości!

W tekście nawiązywałam do artykułu ze strony namonciaku.pl
 Polecam :)

7 komentarzy:

  1. Witam przepraszam ze tutaj, ale przygotowuję badanie na temat zakupu produktów spożywczych i roli reklamy oraz internetu w tej kwestii. Moja prośba: poświęćcie 3-4 minuty i wypełnijcie ankietę z zamkniętymi pytaniami: http://moje-ankiety.pl/respond-31422.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Bigos świetny, tylko po huk ten cały wstęp? Szanujmy się wzajemnie w blogosferze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też nie rozumiem tego wstępu. Z zawiści? Z zazdrości?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej w kontrze do głupoty dziewuszek, które podniecają się farsą tzw. blogu skierowaną do podobnych jak Kasia T. idiotek...

      Usuń
  4. Pewnie, że z zazdrości (zawiść to jednak za duże słowo). Kim Kardashian i Magdzie Gessler też zazdroszczę i jakoś nikt się nie przyczepił... Podejrzewam, że powyższe komentarze zamieścili zakamuflowani agenci ABW...

    OdpowiedzUsuń
  5. No proszę, jak to się całe towrzystwo oburzyło. Faktycznie było na co... żenada.
    A mnie się podoba dość trafny opis Kasi T., bo tak prawdę powiedziawszy, to co ona sobą reprezentuje? Ciekawe czy bez pieniędzy i (głównie) bez nazwiska tatusia też by wiodła taką słodką egzystencję? Jest wiele zdolniejszych blogerek, które nie mogą się przebić ze względu na brak znanego nazwiska.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bigos na pewno boski :) Chodzi za mną ostatnio i chyba przygotuję jakąś postną wersję.
    Co do wstępu, to myślę że jednak nikt nie został obrażony. Dla mnie to tylko przedstawienie jak sytuacja wygląda. Czy ja uważam że blog Kasi T jest fajny? Nie wiem nie bywam tam. Teraz z ciekawości weszłam i widać że to mega profeska. Nie ujmując zdolności autorce, to raczej wspierana jest przez przynajmniej kilka osób. Czy rzeczy które tam zobaczyłam są ciekawe? Dla mnie nie za bardzo, ale widać komuś się to podoba skoro tyle osób o tym mówi. Wszystko takie ogólnie śmieszne i kontrastowe. Ale każdy ma prawo do własnego zdania.

    OdpowiedzUsuń